Sakrum i profanum

Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. I poczuł Pan miłą woń… (Księga Rodzaju)
Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. (Ewangelia św.Mateusza)

Składanie ofiar od zawsze było normalną praktyką w relacjach na linii człowiek-Bóg.
W wielu religiach świata Bóg lub Bogowie mieszkali gdzieś na górze, więc naturalnym dostarczycielem ofiar z ziemi na niebo był dym.
Ofiarę palono na ogniu, a dym wznosił ją na niebo, do Bogów. W ofierze wznoszono zwierzęta, owoce, kwiaty. Najcenniejszą zaś ofiarą był człowiek.
Z biegiem czasu obyczaje złagodniały tak bardzo, że „żywe” ofiary zastąpiono „martwymi”. Balsamy ofiarne paliły się dłużej i pachniały znacznie lepiej. Dotychczas bodajże we wszystkich religiach świata dym nadal oczyszcza ze złego, napełnia świątynie „boskością”, koi i leczy. Wznosi się ku górze.
Balsamy zaczęły pełnić rolę komunikatora ze strefą Sacrum.

Substancje balsamiczne pozyskuje się z żywicy niektórych drzew i krzewów. Z naciętej kory wycieka początkowo rzadka substancja, która z czasem zamienia się w twardą pachnącą intensywnie smołę. Historycznie złożyło się tak, że tylko niektóre smoły wykorzystuje się w obrzędach.
Z czasem balsamy weszły do świata perfum najpierw na Wschodzie, a potem na całym świecie. Trochę sprofanowana świętość boskiego dymu w tej chwili jest stałym składnikiem akordów balsamicznych, ambrowych, drzewnych, dymnych w perfumach orientalnych.
Sprofanowana jednak niezupełnie. Właśnie w grupie balsamicznej jest najmniej syntetycznych odpowiedników.

Pomówmy o najbardziej popularnych balsamach wykorzystywanych w sztuce perfumeryjnej.

Obrazek

Labdanum/cistus ma profil zbieżny z piżmem, balsamem, drewnem, kwiatami, animalistyką i morzem. Bardzo uniwersalna żywica do wielu zastosowań. Wnosi prawie zwierzęcą piżmową miękkość do kompozycji zapachowych. Ma bardzo intensywny zapach. Najczęściej wykorzystywane w kompozycjach szyprowych dla mężczyzn.
Komentarze od Machiavelli, aleksander:
Boudicca Wode ma bardzo silny akcent labdanum. Jako dodatek do innych dominujących akcentów balsamicznych (głównie mirry i kadzidła frankońskiego) jest zawarty w takich pachnidłach jak Rock Crystal, Full Incense, Lavs, La Liturgie.

Obrazek

Olibanum/frankincense to klasyczne kadzidło znane nam jako „zapach kościoła”. Jeden z najstarszych balsamów ofiarnych. Zapach bardzo się różni w zależności od jakości zbioru i kraju pochodzenia. Jego główną cechą są wyraźnie wyczuwalne nuty cytrusowe. Zapach jest bardzo świeży, czysty i intensywny. Wąchajcie i korzystajcie póki nie jest za późno – chodzą pogłoski, że ma być zabronione w UE.
Olibanum harmonijnie wpasowuje się w każdy styl perfumeryjny, najlepiej w kompozycje szyprowe i orientalne. Jest wspaniałym fiksatorem zapachów.
Komentarz od Machiavelli: Nigdzie dotąd nie spotkałem tak dosłownie ujętego i dominującego olibanum, jak w ekstrakcie Jovoy Sombres Dessins. Jest to oczywiście jedyna woń, którą spotkamy w Sombres Dessins, ale olibanum odznacza się tutaj praktycznie w każdym akordzie i wybija na tle innych składników. Jest to woń łudząco podobna do czystych bryłek żywicy (nie ma dymnego akcentu). W Sombres Dessins jest to olibanum nieco bardziej kwaśne i „lekkie”. Jego woń w perfumach jest wyraźnie bardziej intensywna niż woń samej, niepalonej żywicy. Jus Interdit jest wyraźnie orientalne, ale myślę że nie wzbudziłoby typowo sakralnych skojarzeń. M.in. przez brak tego dymnego charakteru.

Obrazek

Benzoes/benzoin/styrax – i małe zamieszanie z nazewnictwem :). Wszystko dlatego, że styrax to drzewo, z którego pozyskuje się żywicę benzoesową. Ten wspaniale pachnący balsam pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej. Cechą wyróżniającą benzoesu, oprócz typowo balsamicznego mocnego zapachu, jest słodki profil waniliowy. To dla odmiany „zapach cerkiewny”. Budzi również skojarzenia z cukierkami oraz rumem.
Komentarz od Machiavelli:  Uwielbiam woń czystego styraksu – palonego jak i świeżego. Ujmuje mnie jego wyrazista, słodka nuta, która jest dla mnie na tyle unikalna, że nie mogę skojarzyć ja stricte z innymi woniami. Z jego wonią kojarzę głównie Schwarzlose Leder 6 – doprawiony wanilią i jeszcze bardziej słodki niż w czystej postaci. Odbieram taki styrax jako bardziej ciężki, niż świeży. Nie odnajduję natomiast cech wspólnych ze styraksem palonym.

Obrazek

Opoponax jest ciekawy dlatego, że ma cechy balsamu połączone z wanilią, jak w benzoesie, a na dodatek jeszcze mocno wyczuwalne nuty przypraw, suszonych owoców, dymu. Posiada wyrazisty profil ambrowy. Wielu kojarzy się z zapachem beczki, w której leżakowało whisky. Jeśli w bazie perfum wyczuwacie zapach suszonej śliwki, jednym ze składników niewątpliwie jest opoponax. Co raz chętniej sięga się po tą żywicę przy komponowaniu perfum orientalnych.
Komentarz od Machiavelli:  W Amouage Interlude Man jest obecny nie tylko opoponax, ale i kadzidło frankońskie (gdzieś zasłyszałem określenie, że Amouage używa „srebrnego kadzidła” jakiekolwiek to jest). Czuję wybijający się, wyraźny opoponax, który jednak jest zniekształcony wonią przypraw i mocno wysłodzony.  Jest również obecny ambrowo-waniliowy akcent. Ta woń różni się jednak od świeżego opoponaxu, którego słodycz jest bardziej subtelna, za to skojarzyć go można właśnie z zapachem suszu owocowego. Również różni się od ciężkiej, kremowo-orzechowej woni (mi kojarzącej się z zapachem palonego cygara) opoponaxu palonego.

Obrazek

No i mirra na koniec. Wydaje mi się, że to właśnie ta żywica pozyskiwana z balsamowca powinna być kojarzona z bursztynem. Mirra ma delikatny balsamiczno-kamforowy zapach ze słodyczą wanilii, z prawdziwie ambrową nutą. Niektórzy twierdzą, że wyczuwają słodycz suszonych owoców. Wnosi do kompozycji także „gorzkawe” nuty, więc z mirrą trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie.
Komentarz od Machiavelli:  W bazie Jovoy La Liturgie des Heures czuję piękną symbiozę mirry z olibanum – w dodatku palonej tej mieszanki. Lekko kwaskowa, lekko słodka, subtelna woń, która nadaje świeżość i lekkość. Ciężko stwierdzić czy dominuje tutaj mirra, czy olibanum, bo mam wrażenie dopełnienia tych składników. Jednak czuję w La Liturgie akcenty niemalże idealnie odwzorowujące czystą mirrę, dlatego też jest tu ona z pewnością bardzo dosłowna.

Boskość zapachów balsamicznych została sprowadzona z powrotem na ziemię. Sacrum dodano do perfum.
Pisząc o tym, pomyślałem sobie, że przecież chemicy mogli sprofanować także balsamy. Coś ich jednak powstrzymuje. Na pewno nie cena, ponieważ jest wciąż dość wysoka. Niechybnie boska ręka:D
Profanuje się głównie benzoes.
Naturalną żywicę benzoesu zastępuje się syntetycznymi benzylami i benzoatami.
I niech tak zostanie!
Niech zapach Boga pozostanie naturalny.

Obrazek

 

8 Replies to “Sakrum i profanum”

  1. Myślałem, że wykorzystasz moje wypociny i uzupełnisz opis tych jakże interesujących składników, równie interesującymi przykładami ich wykorzystania. 😉

      1. Dzięki!
        Chętnie od czasu do czasu napiszę coś, czym być może będziesz chciał uzupełnić swoje wpisy.
        Niedługo dostanę te piżma od Ciebie do porównania, więc pewnie też je opiszę. W planach mam jeszcze porównanie ich z piżmowymi bazami dwóch (podobnych do siebie) kompozycji – L’Enfant Terrible i Aziyade.

  2. Jaram się tymi zapachami. Parę lat temu odkryłem dla siebie Comme des Garcons Series 3 Incense: Avignon
    I dotychczas mnie on nie odpuszcza 🙂

    Szkoda tylko ze ludzie te zapachy trochę nie bardzo odbierają 🙁

    1. No niestety, tak już z tymi perfumami jest.
      Są zapachy takie jak drzewo agarowe lub kastoreum, których nikt nie trawi, a nam się podobają. Lub słodkie waniliowo-cytrusowe milutkie cukiereczki, które podobają się większości.
      Mainstream i nisza, Panie 🙂

      1. Mnie bardzo intryguje „masowy” odbiór paczuli… takiej typowo piwnicznej, ziemistej.
        Z jednej strony, każdy kogo zapytam na wątpliwie przyjemne skojarzenia (stęchlizna, zwłoki, wilgoć, etc.), a zdaje się wszystkich intrygować na tyle, że chcą ją wąchać. Szczególnie bawią mnie nosiciele paczulowych pachnideł w moim domu, którzy wprost przyznają, że paczula śmierdzi, ale twierdzą, że ten smród jest nawet przyjemny. 😀

        1. Na blogu niedługo będzie przedstawiona paczula oraz zaprezentowana molekuła paczulowa, która wygląda dokładnie jak puzzel. Doskonale pasuje do łączenia się z innymi aromatami.

        2. Machiavelli, coś w tym jest, mam podobnie z dziegciem 🙂 o ile zapach sosnowego jest całkiem przyjemny, o tyle brzozowy raz pachniał mi dymem i benzyną, a raz benzyną i wędzonym oscypkiem – mimo że oscypek mnie strasznie irytował, to właśnie wtedy nie mogłam się od tego dziegciu odczepić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.