Perfumowe historie. Kacper K.

Firestone – Camping w Bieszczadach

​Znalazłem się w tajemniczym miejscu, zapada zmrok, coraz mniej widzę! Ponoć tu gdzie stoję kiedyś znajdowała się Cerkiew. Obecnie nie ma po niej śladu, przynajmniej fizycznego bo została spalona przez ówczesny najazd tatarski.

Pod stopami szeleszczą mi liście a ja idę dalej, mijam wiszące żółte pachnące strąki tajemniczych kwiatów, dochodzę do grupy krzewów za którymi coś słyszę.

Rozchylam gałęzie i dostrzegam ognisko, i grupę ludzi. Ze nastał już zmrok to nie jestem w stanie rozpoznać kto to, widać jedynie rozżarzone kamienie, słychać muzykę i ludzkie okrzyki. W dzikiej pełnej pomrukujących zwierząt leśnej toni unosi się zapach mistycznego dymu, pieczonych nad ogniskiem słodkich pianek marshmallows i innych odurzających specjałów.

Powietrze przecięte jest jakąś dziwną duszną elektrycznością, dochodzi do mnie zwierzęcy aromat mijanych uprzednio kwiatów i słodkich musujących trunków które wylały się gdzieś nieopodal na ziemie, głośno sycząc przez chwilę.

W świetle ognia migają tańczące postacie, obok skrzypi drewniana- jak wszystko z resztą huśtawka.  Ktoś podaje mi ręce, zaprasza do tańca… ognistego tańca.

Zataczamy coraz bardziej chwiejne czerwone ogniste kręgi tańca, oddają się nocnej ekstazie i upojeniu.

Budzę się ze wspomnieniem o fakturze heblowanej deski w objęciach uwodzicielskiej rudowłosej kochanki. Pamiętam że miała tatuaż pod prawym obojczykiem…

2 Replies to “Perfumowe historie. Kacper K.”

  1. Kacper silnie kojarzy mi się z białymi kwiatami, trudno mi się było przestawić czytając 🙂 Pomijając pianki marshmallow, całość do mnie przemawia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.