Tuż przed Jarmarkiem uchylamy rąbka tajemnicy.
Pamiętacie zeszłoroczne głosowanie? Wybraliście Petrichor. Pomysł wspaniały — zwłaszcza kiedy tylko się głosuje. Nam przypadła nieco mniej romantyczna część zadania: stworzyć zapach ziemi po deszczu.
Czym jednak właściwie jest petrichor?

Każdy zna ten zapach. Po kilku suchych, gorących dniach zaczyna padać i nagle całe powietrze pachnie ziemią. Nie błotem, nie piwnicą i nawet nie samym deszczem — bo deszcz właściwie nie pachnie. Pachnie to, co pierwsze krople wydobywają z wysuszonej gleby, kamieni i roślin.
Nazwa brzmi starożytnie, lecz ma zaledwie 62 lata. W 1964 roku australijscy naukowcy połączyli greckie „petra” — kamień — z „ichor”, czyli krwią płynącą w żyłach bogów. Petrichor oznacza więc mniej więcej „krew kamienia”. Trzeba przyznać, że naukowcy potrafili kiedyś bardzo dobrze nazywać rzeczy.
Jeszcze ciekawsze jest to, w jaki sposób ten zapach trafia do powietrza. Kiedy kropla uderza w porowatą ziemię, zamyka pod sobą maleńkie pęcherzyki powietrza. Te wydostają się na powierzchnię i pękają, wyrzucając w górę mikroskopijną mgiełkę wraz z cząsteczkami zapachu.
Deszcz nie tylko moczy więc ziemię. On ją rozpyla.

Co ciekawe, najlepiej radzi sobie z tym nie wielka ulewa, lecz deszcz lekki lub umiarkowany. Jednym ze składników niesionych przez tę mgiełkę jest geosminą, produkowana przez mikroorganizmy żyjące w glebie. Ludzki nos potrafi wyczuć ją przy stężeniu zaledwie kilku części na bilion. Czyli właściwie jeszcze jej nie ma, a my już ją czujemy.
Petrichor nie jest jednak samą geosminą. Podczas suchych dni w glebie i skałach gromadzą się również związki pochodzące z roślin. Dlatego inaczej pachnie deszcz na asfalcie, inaczej na rozgrzanym kurzu, a jeszcze inaczej w lesie.
Składników, z których można w perfumach zbudować ziemię, jest sporo. Możemy zrobić ziemię suchą, mokrą, gliniastą, leśną, mineralną, dymną, a nawet lekko grzybową.
Problem w tym, że ziemia to jeszcze nie petrichor.
Ziemia okazała się łatwiejsza. Deszczu żaden z naszych dostawców składników nie miał akurat w ofercie, musieliśmy więc sprawić, żeby sucha gleba w pewnym momencie naprawdę stała się mokra. Żeby pojawiły się wilgoć, chłód, glina i minerały, ale pozostało również trochę ciepłego powietrza z kończącego się upalnego dnia.
I żeby ostatecznie nie powstała jedynie bardzo wierna próbka gleby do analizy, lecz perfumy, które chce się nosić! 😉
Co z tego wyszło?
Petrichor poznacie już na Jarmarku Dominikańskim. Wtedy sami sprawdzicie, czy po pierwszym powąchaniu nie przyjdzie Wam do głowy, żeby wyjrzeć przez okno i zobaczyć, czy właśnie nie zaczęło padać. 🙂




