Dawniej, u zarania dziejów perfumiarstwa współczesnego, każdy perfumiarz był człowiekiem-orkiestrą.
Sprowadzał składniki (a często, sam je wytwarzał), układał kompozycję zapachową, rozlewał ją własnoręcznie po flakonach, zajmował się sprzedażą i promocją produktu ostatecznego. Mógł pozostać steam-punkowym niszowcem i sprzedawać swoje dzieła w pobliskiej aptece. A mógł rozwinąć zapachowy biznes i stać się prawdziwym kapitalistą z fabrykami i salonami sprzedaży. Właśnie taką drogę na przykład przebył François Coty.
Sprzedaż usług postronnej firmie przez geniusza perfumiarstwa była w tamtych czasach nie do wyobrażenia! Po co wzbogacać kogoś, skoro można się wzbogacić samemu?
Zmiany nadeszły wraz z przewrotem bolszewickim w Rosji oraz emigracji najbardziej wykształconych ludzi do Niemiec i Francji. Właśnie do Francji jechali liczni perfumiarze, którzy potracili swoje biznesy. Rozpoczynać wszystko od nowa nie mogli, najmowali się więc do znanych firm, które marzyły o wejściu na rynek perfum. Właśnie tak się stało z Ernestem Beaux, który sprzedawał swoje pomysły nabierającej popularność firmie Chanel.
Najpierw normą zostało świadczenie usług „wypożyczania” perfumowego nosa, kiedy zleceniodawca dawał perfumiarzowi zadanie przygotowania dla niego receptury perfum. Następnie, po II wojnie światowej, całość prac perfumiarskich zaczęto zlecać dużym koncernom chemicznym, w których powstawała większość składników oraz które kształciły perfumiarzy na swoją wyłączność.
W chwili obecnej w dobrym tonie jest podpisywać perfumy znanym perfumowym nosem. Prawda jest jednak taka, że tylko największe perfumowe domy mogą zatrudniać znane nosy na wyłączność. Te nieco mniejsze wpisują znane nazwisko jako twórcę, lecz bardzo często ta osoba z daną kompozycją nie ma nic wspólnego, a nad jej powstaniem pracują zawodowi chemicy jednego z koncernów.
Czy wydawca perfum ma obowiązek ujawnienia perfumowego nosa? Oczywiście, że nie. Pragnie jednak wykazać kogoś, kto jest znany.
Zazwyczaj procedura powstania perfum wygląda następująco: wydawca zapachu zleca jednemu z koncernów perfumeryjnych utworzenie kompozycji wg określonych nut, wizerunku czy pomysłu marketingowego. Koncern natomiast wszystko dopasowuje do tego pomysłu, od zapachu po nazwisko nosa.
Wyobraźmy sobie przez chwilę, że w branży filmowej hurtowo są tworzone filmy przez różnych reżyserów. Który film wybierzemy prędzej? Z nieznanym nazwiskiem, czy nakręcony przez jedną z gwiazd Hollywood typu Tarantino czy Spilberga? Odpowiedź jest oczywista.
Bardzo możliwe, że za jakiś czas filmowcy też wpadną na pomysł masówki filmowej, a znani reżyserzy będą zgadzać się za odpowiednią opłatą na umieszczenie ich nazwiska pod długą listą tytułów ?
(Visited 68 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.