Testy aromatów konkursowych. Zapachy 7-9

Rennifer_Lopez: Las

Z tym zapachem miałam mały problem, ponieważ nie chciał współpracować z moją skórą – czułam delikatne cytrusy, coś jakby trawę cytrynową i sosnę, a potem gasł i wychwytywałam jedynie że się wyraźnie ociepla. Po psiku na płatek kosmetyczny, poza rześkim początkiem i wetywerią wyczułam mentol, kamforę i leśną nutę (to raczej ta sosna, którą czułam na skórze). Zapach kojarzy mi się z przechadzką po lesie w parny, burzowy dzień – przed chwilą przestało padać, czuć intensywnie aromaty lasu i zieloność, ale powoli powietrze robi się parne, jak przed kolejną burzą. Przyznam że czuję się trochę niepewnie pisząc o tym zapachu, wolę testować perfumy na swojej skórze, jest mi łatwiej go zapamiętać i odtworzyć w pamięci.


Liczi: Minerał – Fluoryt

Otwarcie zapachu jest bardzo leśne, czuć igliwie, zapach jest czysty, delikatny i świeży. Po kwadransie igliwie znika a na jej miejsce pojawia się podmokła ziemia i skórzano-ambrowa mroczność. Jakby o poranku wejść do lasu, spojrzeć na chłodne słońce migoczące w konarach drzew a po chwili spuścić wzrok na stopy, gdzie jest nadal ciemno a runo jest jeszcze całkowicie mokre. Zapach jest ze wszystkich najbardziej męski.


Kubańczyk: Modern Man
Mimo, że w swojej kolekcji mam >100 zapachów  i mimo, że poznałem dziesiątki świetnych niszowych kompozycji, zawsze będę fanem kompozycji świeżych i nowoczesnych, i zawsze będę się za takimi rozglądał. Nie traktuję zapachów z góry, nie wykluczam zanim nie przetestuję, niezależnie od ceny i  tak oto na mojej półce stoi Emanuel Ungaro – Apparition Homme; bardzo poprawna kompozycja, bardzo prosta w odbiorze, do bólu uniwersalna, przyjemna w noszeniu. Wspominam o tym, gdyż kompozycja #7 jest dla mnie czymś podobnym, lecz z większą ilością świeżo rąbanego drewna. Gdyby do Ungaro dodać L’eau Paiile i Daim Blond, S. Lutensa,  otrzymalibyśmy bardzo podobną kompozycje. Czuję tu Vetyver, sosnę (taką świeżo ciętą), zielone jabłko, cytrusy i odrobinę ziemistości. Świetny zapach na lato dla nowoczesnego dżentelmena.
Kolor: kolor soczystych igieł sosnowych.


Iwonidos: leśne bajanie

Drzewo z lasu przytargałem,
wlokło się po ziemi.
Dni, miesiące je rąbałem
do samej jesieni.
Deszcz je zmoczył, wiatr je przewiał,
wióry się sypały,
molekuły niosły wszędzie aromat wspaniały!
Pierwsze sekundy otwarcia to moje skojarzenie z Molecule 01. Choć nie identyczne, to całkiem w tym klimacie. Znikało tak szybko, że przy dopsikiwaniu liczyłam sekundy 🙂 Wyszło 15. Potem perfumowa mieszanka nr 7 trwa już tylko bardzo, bardzo blisko przy skórze. To ładny, przyjazny, naturalny aromat świeżego żywicznego drewna. Może to być sosna. Zapach jest bardzo łagodny. Weyweria plącze się wśród trocin wymieszanych z ziemią przywleczoną z drewnem z lasu. Chociaż czuć tą ziemię i bardzo naturalne surowe drewno iglaste, zapach nie jest dla mnie zbyt wilgotny. Mam skojarzenia z  wanilią bourbon, tylko bez cukru. Całkiem przyjemny zapach, ale parametry bardzo kiepskie. Projekcja z nosem przy skórze, trwałość trochę lepsza.

Mikail: Gustaw w Bentley’u
Zastanawiałem się przed długi czas co mi ten zapach przypomina – no i oświeciło mnie. Zapach tartaku, świeżo ciętych drzew oraz papirusu.
Odniosłem wrażenie, że ma wspólne elementy z Bentley Absolute for Men. Wyczuwam też trochę nut iglastych i żywicznych niczym w szpilkach Lutensa co nadaje temu zapachowi trochę „wilgoci”.


Jaffa:
Takie drewienko. Zapach ładny, pachnie cały czas prawie tak samo. Trwałość i projekcja średnie.


Ela:
To zapach dla eleganckiego mężczyzny, dżentelmena czarującego swoim urokiem wszystkie Panie dookoła, który bliżej dopuszcza tylko nielicznych. Mając ten zapach na nadgarstku czuję jakbym przebywała w objęciach mężczyzny bardzo wrażliwego i romantycznego ale stojącego obiema nogami twardo na ziemi i w razie potrzeby umiejącego zapewnić bezpieczeństwo. Ten zapach pachnie emocjonalną bliskością i bezpieczeństwem.


Sobejjj:
Czuję kilka mocnych syntetycznych molekuł, na pewno ISO, jakieś synt. drzewo sandałowe, coś a la amber extreme, cashmeran i być może jakiś cedr. Bardzo dobra dyfuzyjność i trwałość. Zapach trochę w stylu Le Labo Santal 33. Raczej modern woody niż orientalny.


Zapach bzu i agrestu:
Mam wrażenie, że zapach został zbudowany z samych molekuł, czuje głównie ISO i ambroxan. Najbardziej podobny z tych które znam do Bentley Absolute.


Leondros:
Autorze, lubujemy się w Gucci PH?
Tak, klimaty Gucci PH, Bentleya Absolute. Więc drewno, kadzidło, słynny papirus. Spokojna projekcja i trwałość. Męski i zimowy. Olibanum ładnie tutaj wybrzmiewa.


Machiavelli: Tajemnicze doliny Baktrii
Pejzaż podmokłych, bagnistych dolin u podnóża wysokich, skalistych pasm górskich w odcieniach brązu i szarości. Kraina obrodzona w wysuszone słońcem drzewa o grubych konarach, rzeki i jeziora pełne mułu. Zdaje się, że zastygła w pierwotnym bezruchu, pozbawiona zwierząt i ludzi. Panuje tu niepokojąca cisza, którą przełamuje tylko wiatr, przesuwający drobne kamienie ze zboczy.

Konsternacja! W pierwszych minutach pojawia się coś pomiędzy grzybami leśnymi, a starą pizzą hawajską. Ten oryginalny, gourmandowy wstęp trwa na szczęście tylko chwilę, później zaś mamy drzewną, ołówkową ostrość. Oleisty zapach cedru podbity goździkiem (ponownie mellis, tyle że tym razem bardziej wprost i bezkompromisowo). Wytrawny zapach, który szybko przechodzi do bazy, tworząc drzewny, bliskoskórny monolit.


Kasja:
To jest piękny drzewny zapach. Najbardziej wyczuwam tu timbersilk i iso, moc kadzidła, chyba olibanum i ambrowo miodowy agar i mech dębowy.

Testując tą kompozycję poczułam się jakbym wczesnym rankiem spacerowała po psutej jeszcze plaży i znalazła kawałek bursztynu i drewno wyrzucone przez fale.

Rennifer_Lopez: Wokół Paczuli

W pomieszczeniu jest pełno starych ksiąg i książek, stoją na drewnianych regałach, ale też w stosikach na podłodze. Ktoś nie przejmuje się porządkiem, na książkach jest pełno kurzu, małe zakurzone okno dawno nie było otwierane, wpuszcza mało światła, panuje półmrok. Ktoś naniósł na butach ziemi i ściółki z lasu, w kącie leży gorzka czekolada, na stoliku coś jakby rozsypany tytoń.

W takie miejsce przeniosłam się po psiknięciu ósemką i tak odbierałam ten zapach do momentu, gdy wyraźnie się osłodził. Dla mnie jest to zapach paczuli z całym jej dobrodziejstwem inwentarza: jest początkowo chłodna, trochę jak świeżo rozkopana ziemia, poprzez kakaowe i tytoniowe nuty i aż staje się ciepła, słodko-ziołowo-drzewna, taka jakby „tłusta”. Zapach bardzo intensywny, bez problemu wyczuwalny przez otoczenie (jedna osoba: pachniesz gęstym syropem ziołowym na gardło. Tak, to tussipect – poparła ją druga. Ja tam żadnego syropu nie czuję).

Kiedy zapach stał się balsamiczny, słodki, nie kojarzył mi się już z biblioteką, raczej z kociołkiem w drewnianej chacie, gdzie ktoś warzy miksturę konsystencją i kolorem przypominającą balsam tolu. Nie wiem co jeszcze poza paczulą może tu być, może ten balsam tolu, skoro przyszedł mi na myśl, labdanum i cedr. Fajny, w końcu udało mi się poczuć zakurzoną książki 🙂


Liczi: Minerał – Tygrysie oko

Pierwszy niuch i mam przed sobą rasowego hipisa z lat 70tych, spodnie dzwony, etniczna koszula, nadgarstki przystrojone koralikami z drzewa sandałowego, na stopach schodzone, skórzane sandały, w kieszeni zwitek z tytoniem, na szyi na rzemyku dynda bursztyn, na głowie dredy. Zapach szybko się zmienia. Z ziemistej, ciemnej, mokrej, delikatnie kwaśnej, ziołowej i kleistej paczuli przechodzi w suche, waniliowo – drzewne wykończenie ale nigdy nie tracąc przy tym dominującej roli paczuli. Bardzo przyjemnie ukręcone perfumy. Jest ciepło i chłód, puchatość i świeżość, miękkość i surowość. Fajnie.


Kubańczyk: Patchouli mood
Stęskniłem się za tą nutą. Od jakiegoś czasu, gdy temperatura za oknem szybuje i dobijała nawet do trzydziestu kilku stopni, używałem zapachów lekkich, cytrusowych, przyjemnych, dostosowanych do tych temperatur.
Jest piękny zimowy dzień, za oknem -10 stopni i śniegu po kolana, a mimo to pięknie świeci słońce. Dwoje zakochanych idzie za rękę przez przez park. Ona i on – ubrani elegancko – oboje mają na szyjach mięsiste szale przesiąknięte zapachem perfum. Tak właśnie odbieram ten zapach. Ósemka to paczula pełną gębą. Piękna, czekoladowo-przyprawowa, niesamowicie otulająca, przy czym  bardzo noszalna paczula. Jeżeli miałbym ją do czegoś porównać, to byłyby to: Psychedelique Jovoy, oraz Patchouli Leaves Montale. Właśnie za takim paczulowcem muszę się rozejrzeć na zimę.
Z tego miejsca pozdrawiam Aggie W, bo wiem, że ta kompozycja baaaaaardzo by jej się spodobała:)
Kolor czekolady mlecznej


Iwonidos: Matka Ziemia

Kret budował dom od rana,
dobrze szło mu w głębi,
aż tu śliwka zakopana
i garść trocin zmiękłych
przeszkodziły mu w robocie.
Stanął zawąchany…
I pomyślał: „Ciepło, miło…
jak w norce u mamy…
Ech…, nie przepadam za paczulą…Tutaj jest jej duuużo. Na szczęście ( dla mnie 🙂 )  jest sucha i kurzowa tylko na początku, potem , moim zdaniem, towarzyszy jej dojrzała słodka śliwka. Mam wrażenie lekkiego ciepła, takiej garści ziemi pomieszanej z rozgrzanymi trocinami i śliwką węgierką. Zapach bardzo przyjazny, otulający . Nie umiem napisać nic więcej..

Mikail: Paczula w drewnianej beczce
Zapach kojarzy mi się ze średniowiecznym zamkiem. Początek mocno paczulowy, później dochodzą nuty suchych, starych drewienek. Wyobrażam sobie korytarze, krypty, komnaty, stare mury zamku. Z czasem zapach się wysładza, wychodzi słodka nuta ambry. Zapach wieczorowy, wytrawny, szlachetny.


Jaffa:
Zapach ciepły otulający, drzewne akcenty, delikatny, pudrowy. Trwałość i projekcja małe.


Ela:
Propolis w alkoholu. Słodkawy, bo wiemy, że wytwarzany obok miodu, więc skojarzenie robi swoje. Ponadto propolis w alkoholu rodzice dawali mi (przy okazji przeziębienia) bardzo posłodzony w formie nalewki stąd umocnienie wrażenia słodkości. Trudno mi skwalifikować ten zapach jako perfumy. Pachnie bardziej jak upajająco słodki trunek. Dosyć szybko znika.


Sobejjj:
Takie zapachy chodziły mi po głowie jak myślałem o orientalnym temacie konkursu. W otwarciu od razu uderzenie labdanum (chyba pierwsze do tej pory), które powolnie zmierza w kierunku słodko-paczulowej bazy z duża ilością ciekawych ewolucji w trakcie. W ogóle mam wrażenie, że paczula odgrywa tutaj sporą rolę i pokazuje kilka naprawdę świetnych twarzy. Jest surowo, lekko ziemiście na początku, w środku powstaje akord kostki gorzkiej, ciemnej czekolady i w bazie w połączeniu z czymś słodkim tworzy przyjemną aurę a la Chanel Coromandel. Zaskoczyła mnie ta baza, bo myślałem,  że zapach pójdzie bardziej w kierunku akordu ambrowego. W sercu wyczułem też jakby gorzką skórkę pomarańczy i olibanum(?). Świetna robota, przewiduję, co najmniej top 3 w klasyfikacji końcowej, perfumy gotowe do noszenia. Jeśli miałbym coś zmienić to spróbować zwiększyć dyfuzję i być może trochę bardziej zarysować elementy serca zapachu.


Zapach bzu i agrestu:
Słodko słona ambra ze skorupami orzechów włoskich.


Leondros:
Oda do Paczuli. Zapach, który najdłużej trwał na mej skórze i równie długo dawał mi frajdę. Lubię paczulę, a tutaj brzmiała ona w idealnych rytmach. Otwiera się swoistym Lemmym Kilmisterem zapachów paczulowch czyli Paczulą Etro edt. Jak opinia publiczna mówi – ee, piwnica, stara płyta, pleśń. Tak, tak powinna wybrzmiewać paczula. To 30 minutach wychodzi brud w postami oudu. Taki lekki niczym żar w ognisku. YSL M7 ma taki oud. I tak siedzimy na skórze, trwamy, trwamy. Ale chwilę… Osładza się ów twór? Zdecydowanie, słodycz, lecz nie pierwszej swieżości. Wanilia z ambrą? Tak, zdecydowanie to. Ładna rzecz, na obecną aurę jak znalazł.


Machiavelli:   Malajska zieleń
Zieleń, zieleń, zieleń. Nietknięta ludzkim butem, zdaje się nie mieć gruntu, bo przysłaniają go szczelnie zielone, wielkie, ząbkowate liście. Gdzieniegdzie wybijają się spod nich fioletowe pióropusze, tańczące w promieniach słońca, przebijających się gdzieniegdzie przez bujne korony, gdzieś tam wysoko. Zdaje się to miejsce jak klatka, w której i na górze i na dole i wszędzie po bokach gdzie okiem nie sięgnąć, panuje dzika, niezmącona, tropikalna zieleń.

Wielka oda do paczuli. Zapach ten kompletnie zdominował perfumy od pierwszych chwil i dominuje praktycznie do późnej bazy. Nie jest to jednak paczula mocno piwniczna ani stęchła, to paczula żywa, intensywnie zielona, lekko kremowa. Bardzo przyjemna w noszeniu, chociaż o niewielu pobocznych akcentach. Niemniej jest zdecydowanie orientalnie.


Kasja:
Otwarcie jest oudowe wyjątkowo ładne, słodko- gorzkie. A po niedługim czasie zaczynam czuć labdanum, które jest bardzo piękne, takie otulające. Zapewne aldehydy podnoszą je i dodają lekkości, może też róża, ale taka nie dosłowna, wanilia i paczula. Być może też cypriol odgrywa tu ważną rolę.  Ten labdanowy akord trwa na mojej skórze długie godziny.  Zdecydowanie najbardziej wyczuwam tu pięknie posłodzone labdanum, które w takiej postaci kocham miłością wielką. Być może okoliczności, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z labdanum miały wpływ na to, że pokochałam je na zawsze…

Labdanum kojarzy mi się z kozimi brodami ; -), bo początkowo żywica ta była zbierana z sierści kóz wypasanych w pobliżu krzaków czystka.   Już kilka tysięcy lat temu wykorzystywana była, jako kadzidło, składnik perfum, w medycynie i… środek do stylizacji brody. Mężczyźni zamieszkujący tereny antycznej Asyrii i Babilonii nakładali niewielkie ilości żywicy na swoje brody i dzięki temu mogli trwale formować je w finezyjne spirale lub zaplatać warkoczyki, jako że żywica ta jest dość lepka i gumowata. Tak sobie myślę, że nie jeden współczesny brodacz nie pogardziłby woskiem do brody o takim zapachu, oczywiście w komplecie z perfumami. Nie brodaczowi też by się mogły spodobać. Kobietom też mógłby się podobać, ja chętnie bym nosiła taka kompozycję.

A swoją drogą taki starożytny bibliotekarz czule dotykający zwoje papirusu, w zamyśleniu głaszczący swoją brodę, nabalsamowaną labdanum i odziany w jedwabie nasączone olejkiem paczulowym musiał obłędnie pachnieć 😉

Rennifer_Lopez: Kojąca Cisza

W tych perfumach wyczuwam głównie wetywerię i paczulę, może też cedr, chociaż najbardziej – jeśli jestem przy drzewach – skojarzył mi się z zapachem młodych, zielonych szyszek modrzewia. Nastawiałam ostatnio takie szyszki na syrop, a że robię go pierwszy raz, ścisnęłam jedną z szyszek w palcach, wyciekający sok miał podobny aromat. Zapach tych perfum wpłynął na mnie uspokajająco, zamiast skupić się na nutach, tak się wyciszyłam i odpłynęłam myślami, że nie zwracałam na uwagi na składniki. Myślę że byłby dobry do medytacji.
Kojarzy mi się z dużymi pomieszczeniami, bardzo przestrzennymi i minimalistycznie urządzonymi: stonowane kolory, brak niepotrzebnych ozdób i sprzętów, może kamienna podłoga lub ściany. Mogłaby to być też świątynia o surowej bryle i takim samym wystroju, w której panuje kojąca cisza i spokój. Zapach jest przestrzenny, wyważony, raczej męski niż uniseks.


Liczi: Minerał – Selenit

Tak dla mnie pachnie wczesna wiosna. Czuję delikatne kwiaty fiołka, chłodny deszcz, soczystą trawę, chwilami mokrą glebę. Woń może nie jest skomplikowana ale bardzo przyjemna i kojąca. Zapach jest przestrzenny, transparentny i subtelny.


Kubańczyk:

Testując naraz zapach #8 i #9, mamy przepaść między otulającym paczulowcem, a rześkim zielono-cytrusowym zapachem. Już od otwarcia jest  przyjemnie, choć czuję tu coś, co przypomina charakterystyczną nutę “skiśniętych” perfum. Jedna z kolekcjonerek powiedziała mi jakiś czas temu, że kozieradka może się tak przedstawiać, ALE ABSOLUTNIE nie psuje to całości kompozycji. Delikatna zadziorność dodaje uroku temu zapachowi. Domyślam się, że perfumiarz użył tu również imbiru, przez co gdzieś bardzo daleko w mojej głowie kojarzę “dziewiątkę” razem z Diorem Homme Sport’08 ( jeżeli są kuzynami, to bardzo dalekimi 🙂 )
Po kilku godzinach od użycia zapach bardzo się ułożył zmieniając swoje oblicze. Białe, czyste, świeżo prane koszule suszące się na zewnątrz w letni dzień 🙂 Na wierzch wyszedł irys i zapach bardzo przypomina mi Prada Infusion D’Homme – świetnie się to rozwinęło 😉
Bardzo udana kompozycja, bez wskazania na płeć


Iwonidos: cytrusowy las deszczowy

Ach, ten las, tak chrupiący! Zieleń cytrusowa!
Tyle mgły! Tyle deszczu! Raj! Taki prawdziwy!
A w gałęziach wysoko przed deszczem się chowa
tukan, co wciąż się ludziom nie może nadziwić.
Otwarcie sprawia wrażenie zepsutych perfum. Mimo to, jest cytrusowo, zielono, soczyście i bardzo świeżo, bo to pierwsze wrażenie niebawem zanika. Myślę,że jest tu paczula, która wespół z tą cytrusowa zielonością, daje efekt pogody po deszczu w upalny dzień. Dla mnie jest trochę tropikalnie. Dużo zieloności chrupiącej, świeżej, skropionej deszczem. Z czasem , gdy deszczu jest mniej, w oddali czuję coś słodkawego. Nie wiem czy to dojrzewające cytrusy, czy pojawia się jakieś kwiecie. Deszcz przestaje pośród zieleni pojawia się słońce .Zapach z upływem godzin (dobra trwałość) ociepla się nieco, ale nie traci nic ze swojej świeżości.
P.S. Zapomniałam dodać,że wśród tych gałęzi widziałam tukana 🙂

Mikail: Ciasto cytrynowe z rumowym nasączeniem
Zapach kojarzy mi się z ciastem cytrynowym z rumowym nasączeniem.
Wyobrażam sobie babeczkę cytrynową do której przed upieczeniem dodana została spora ilość aromatu cytrynowego. Babeczka nasączona jest rumem. W sercu dochodzi nuta drzewa sandałowego.


Jaffa:
Otwarcie przyprawowe, słodkie, trochę jak by mydlane, lekko dymny. Baza bardzo ładna kwiatowa. Trwałość i projekcja średnia.


Ela:
Zobaczyłam prawie przezroczysty płyn i obawiałam się, że będzie to zapach biały – świdrujący w nosie i przeszywający w głowie. I niestety tak było. Niestety zmyłam go ze skóry.


Sobejjj:
Metaliczne świeże cytrusy + wetiwer + drzewo sandałowe + cedr(?). Z góry przepraszam ale koszmarny ten akord otwarcia jest, cytrynka a la CIF, to jest tak ostre metaliczne (czy to jest takie przeładowanie dihydromyrcenolu czy jakieś aldehydy nie wiem bleh), ledwo przeżyłem żeby dotrzeć do bazy. Tam jest już lepiej, sandałowiec jest ok, wetiwer przyzwoity, ogólnie nic się nie dzieje ciekawego, w kategorii orientu też nie widzę tego.


Zapach bzu i agrestu:
Otwarcie lekko cytrusowe, zapach szybko ewoluje i cytrusy znikają. Kojarzy mi się z drewnianym parkietem pod warstwą kurzu w opuszczonym mieszkaniu.


Leondros:
Ostatnio byłem w szpitalu. Myto tam podłogę i pachniało lekarstwami. To zapch nr 9. Szpitalny oud, ostry, niczym stary Dark Aoud do którego dodamy ostre cytrusy. Jak z reklamy, które ociekają wodą. Proste. Fajne.


Machiavelli:  Tajski drink-bar
Noc, neonowe światła i wysuszone liście palmowe. Długi, czarny, błyszczący blat, po którym suwają się przeźroczyste, masywne szkła wypełnione trunkami we wszystkich kolorach tęczy. Już prawie zamykają, zza baru dochodzi już gryząca woń płynu do naczyń. Jeszcze tylko jeden! Pomyślmy… był już żółty, czerwony, fioletowy, niebieski, brązowy… Wiem! Jeszcze tylko zielony poproszę i się zmywam! Będę miał tęczę w brzuchu i kołyszące się gwiazdy nad głową, gdy będę błądził po zatłoczonym Bangkoku w poszukiwaniu swojego mieszkania.

Zapach otwiera się bardzo intensywnymi, szorstkimi cytrusami, które mieszają się z wonią etanolu. Efekt przypomina płyn do spryskiwaczy. Szybko łagodnieje, pozostawiając bliskoskórną, kwaskowatą poświatę, przypominającą nieco mix yuzu i wetywerii. Zapach jest typowo letni, delikatny i zwiewny, gdyby był trochę bardziej wyważony, można byłoby go przyjemnie nosić.


Kasja:
Otwarcie jest świeże, cytrynowo, zielone i rześkie. Wyczuwam fiołek, nuty drzewne i piżmowe. W tej kompozycji dla mnie jest dużo jononu alfa ( to składnik do budowania zapachu fiołka) Bardzo go lubię, ale jak dla mnie zdominował on całą kompozycję na długie godziny. W sumie to kompozycja jest ładna, ale mogłaby zawierać więcej nut drzewnych.

Testując zapach nr 9 czułam się jak bym robiła sobie studium jononu alfa.;-)

8 Replies to “Testy aromatów konkursowych. Zapachy 7-9”

  1. Liczi, super są te opisy 🙂 I wiesz co, gdybyś dała opis ósemki nie pisząc że to ósemka, wiedziałabym że jego masz na myśli 🙂
    Nie opuszczam żadnej giełdy minerałów w moim mieście, zawsze coś do domu przywlokę, a mimo to nie wpadłam na to, że można przypisać do nich zapachy. Świetny pomysł 🙂

    1. Tak Liczi to bardzo oryginalny pomysł, żeby perfumom przypisać minerał. Kamienie szlachetne i pół szlachetne to dla mnie amulety, takie magiczne drobiazgi , które zawsze można mieć przy sobie.
      Podobnie jak zapach nakładany na skórę, on też może być talizmanem, mieć swoje magiczne cechy i przynosić szczęście właścicielowi 🙂.

  2. Jak słyszę słowo minerały to dostaję gęsiej skórki.
    Trzy lata w średniej szkole geologii i rok na studiach.
    Nie, tylko nie minerały. Najnudniejszy przedmiot świata – geologia.

  3. Hahaha Aleksander, nie wpadłabym na to, ze ktoś moze mieć traumę z związaną z kamieniami 😀 Ja je lubię od dziecka. Koleżanka z bloku miała ojca w RFNie i często zwoził jej różne okazy. Zawsze podziwiałam jej kolekcję. A z zawodu jestem rzeźbiarką, siłą rzeczy miałam wykłady o kamieniu ale raczej o granitach, alabastrach, marmurach i piaskowcach. Nie jeden kamień wpadł mi pod fleksę czy dłuto 😀

  4. Kubańczyk, fajne opisy, zwłaszcza dziewiątki – widzę że u Ciebie też trafiła do punktowanej szóstki. Piękna paczula 🙂
    Czytając opisy siódemki zastanawiam się czy gdybym miała okazję przetestować ją w chłodniejszy dzień, dałabym radę wyciągnąć coś więcej z tego zapachu.

  5. Dochodzę do wniosku że ósemka jest bardzo charakterystyczna, mimo że mamy różne skojarzenia, myśli wszystkich krążą wokół paczuli. Zastanawiałam się przed chwilą ile z testowanych zapachów byłabym w stanie rozpoznać teraz, po kilku miesiącach, tzn. czy umiałabym powiedzieć że to jest ósemka – sądzę że to jeden z tych, które rozpoznałabym od razu. Teraz jest idealna pogoda żeby otulić się tym zapachem 🙂

    Cytrynowa babeczka z rumem Mikaila wprawiła mnie w świetny humor, szkoda że nie mogę jeszcze raz powąchać dziewiątki 🙂

  6. Tworząc zapach nr 9 przywoływałem w umyśle obraz krainy Bengal, gdzie dawniej znajdowały się największe na świecie uprawy maku. Wyobrażałem sobie ziemię zlaną tropikalnymi deszczami, pola, po których poruszają się robotnicy oraz lasy w oddali.
    Głowa zapachu składa się z nieoczywistych krótkich cytrusów, zieleni oraz owoców tropikalnych – nie wiem skąd powstało kojarzenie z zepsutymi perfumami, możliwe, że to są nuty ciągnące się z serca/bazy. Przed chwilą sprawdziłem (została mi kropelka) – nic takiego nie wyczułem.
    Sercem, a zarazem sednem, całego aromatu jest sandał – dziękuję Testującym, którzy wychwycili tą nutę 🙂 Posiada wiele rozmaitych odcieni, jednak ani paczuli, ani wetywerii tam nie ma. Wyczuwalne natomiast są półtony oudowe.
    Kolejnym ważnym akordem jest fiołek/irys o drzewnym zabarwieniu. Kasja, mylisz się, jonon alpha jest, lecz w małej ilości, jest praktycznie niewyczuwalny 😉 Ten akord wg mnie w najlepszy sposób miał przekazać balsamiczność a zarazem kwiatowość zbieranych plonów.

    A teraz najlepsze!
    Od wielbicieli perfum (także na tym blogu) słyszałem wiele pochwał dla Black Afgano. Testowałem kiedyś nietani produkt Nasomatto i nie znalazłem w nim nic szczególnie ciekawego. Myślałem: może odbiorcy sugerują się marką i ceną? Może cudownymi historiami o haszyszu z Afganistanu? Co byłoby, gdyby dać te perfumy do testów w zwykłym atomizerze bez napisów i opisów? Czy odbiór zapachu wciąż byłby tak pozytywny?
    Postanowiłem przeprowadzić eksperyment.
    Zapach nr 9 nie jest podobny do Black Afgano, jednak jego struktura jest praktycznie ta sama! Mocna sterydowa baza, wyraziste drzewno-balsamiczne serce oraz krótki cytrusowo-zielony start. Postanowiłem jedynie nieco złagodzić całość, nadać jej jasności i przejrzystości. Swoją pracę chciałem nawet nazwać White Bengalo, lecz obawiałem się skojarzeń i dla „czystości eksperymentu” pozostawiłem sam Bengal. 😀
    Z jednej strony, nr 9 zajął przedostatnie miejsce, z drugiej – jestem zadowolony z wyników tego eksperymentu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.