Testy aromatów konkursowych. Zapachy 4-6

Rennifer_Lopez: Rdzawe Piaski Pustyni

To jest mocno żywiczny i bardzo ciepły zapach, ale trudno mi odgadnąć składniki, bo na mojej skórze to żywiczny monolit. Czuję mirrę, to na pewno, być może opoponaks i (lub) benzoes, ale równie dobrze może to być moje myślenie życzeniowe, bo ostatnio mam fazę na opoponaks i chętnie widziałabym go prawie wszędzie. Po jakimś czasie w tle wyczuwalna jest smużka dymu i stonowana słodycz. Perfumy kojarzą mi się z pustynią o rdzawych piaskach i czerwonych skałach. Jest to zapach popołudniowego relaksu na takiej pustyni. W ciągu dnia było upalnie, powietrze jest suche, ciało rozgrzane, pod stopami ciepły piasek, wokół czerwone skały, gdzieniegdzie leżą małe kawałki suchego drewna…niemalże czuję drobinki tego piasku na twarzy. Zapach jest intensywny, „gęsty”, relaksujący i podnoszący na duchu jednocześnie. Kiedy zapach zaczął gasnąć, nie mam pojęcia dlaczego skojarzył mi się z kolei z ceramiczną wazą, amforą, stojącą na kamiennej posadzce w mało uczęszczanej świątyni na odludziu. Waza ma kolor kremowy z miodowymi żyłkami, a ja czuję jej zapach, podobnie jak zapach posadzki i lekki aromat, którym emanują ściany świątyni – i to wszystko tak jakbym siedziała albo klęczała na posadzce. Czyste wariactwo, bo nie mam pojęcia jak to naprawdę pachnie 🙂


Liczi: Minerał – Jaspis

Czwórka to oda do wanilii nasączonej rumem z nutą goździka i karmelizowanymi, suszonymi owocami. Wyczuwam skórę, żywicę, świeżo zebrane liście tytoniu, mieszkankę rozgrzewających balsamów i wędzonych drzew. Wszystko złagodzone pierzyną pylistej wanilii. Zapach jest duszny, rozgrzewający, kremowy, parametry ma świetne. Minerał: Jaspis


Kubańczyk: Black Sweet
Pierwsze skojarzenie? Anyż i lukrecja. Idąc dalej, podane są na waniliowym spodzie,  przykryte mgiełką z mixu przypraw, a jako talerz służy cienki plaster drewna. Słodki, ale nie do przesady, określiłbym go jako spożywczy, apetyczny.  Ten zapach jest dość odważy, może przyprawiać o ból głowy w gorące dni. Dla fanów anyżu – pozycja obowiązkowa. Uniseks bez dwóch zdań. Nie porównam do innych perfum, bo nie znam nic podobnego.
Czarno- żółty 🙂


Iwonidos: anyżkowy szalik

Anyż z żywicami w parze
wyniesiony na ołtarze,
ciut kadzidła, oud, paczula…
Jesień słodko mnie otula.

Anyż , kadzidło , słodka żywica (opoponax), oud, paczula. Otwarcie spirytusowo żywiczne z dominacją anyżu. Anyż na początku jest gorzkawy, ale po paru chwilach wybija się żywica i osładza lekko kompozycję. Coraz bardziej czuć też oud z domieszką paczuli. Nie wyczuwam tu nic więcej, choć całość niesie ze sobą jakąś lekko skórzaną poświatę. Do końca kompozycję tworzą trzy dominujące akordy: anyż, kadzidło i oud. Zapach jest dobrze wyważony, niezbyt słodki, daje poczucie ciepła i spokoju. Początek lipca to nie jest dobry czas dla tych aromatów. Wielogodzinne noszenie tych perfum na skórze zmęczyło mnie, za to w chłodne jesienne dni może pokazać piękne oblicze. Bardzo dobra projekcja i trwałość.


Mikail: Pylisty popiół
Powietrze suche, nie padało od kilku dobrych dni. Niebo robi się pochmurne, zrywa się silny, niepokojąco ciepły wiatr. Spoglądam na wzgórze.
Drzewa zaczynają kołysać się coraz silniej, jakby tańczyły wszystkie do rytmu melodii rozgrywanej im przez tajemniczą siłę. Mam nieodparte wrażenie, że nadciągająca burza niesie ze sobą coś niepokojącego. Powolnym krokiem zaczynam zmierzać w kierunku chaty. Powietrze staje się coraz
gorętsze, po moim czole zaczynają spływać krople potu. Zwiększam tempo kroku co jakiś czas nerwowo spoglądając na wzgórze. Docieram do chaty, zamykam drzwi za sobą. Ogień trawił deskę po desce, pozostawiając po sobie tylko zapach pylistego popiołu.

 

Rennifer_Lopez: Wizyta u Szejka

Wąchając te perfumy wyobraziłam sobie że jestem z wizytą w jakimś zamożnym arabskim domu, a co sobie będę żałować, niech będzie że u szejka. Wokół piękne ogrody , jest słoneczne przedpołudnie, siedzimy w cieniu arkad. Na stole, na tacy z drzewa różanego leżą cytrusy, obok stoi lemoniada z listkami melisy. Z ogrodu dolatuje zapach jaśminu i lawendy.

Zapach odbieram jako cytrusowo-korzenny, w środkowej części lekko pudrowy, dość długo daje efekt chłodzenia, orzeźwienia. Jeśli chodzi o nuty, to sporo tego jest, wyczuwam cytrusy, zwłaszcza bergamotkę, kardamon, imbir (?), melisę, pieprz, jaśmin, nuty drzewne. Jest coś jeszcze na końcu, ale trudno mi to uchwycić (jakbym musiała coś wskazać to coś z trójki paczula-wetyweria-mech). Moja mama poczuła zapach ode mnie i opisała go jako jaśmin z konwalią i kamforą.

Na koniec dodam, że zapach może nieść skojarzenia orientalne, ale również przywodzi na myśl klimat śródziemnomorski. Perfumy odbieram jako eleganckie (stąd wizyta u szejka a nie w kafejce w niebezpiecznej dzielnicy), mają w sobie sznyt perfum z dawnych lat, zwłaszcza męskich, w których czasem pięknie łączono cytrusy z korzeniami.


Liczi: Minerał – Malachit

Napój herbaciany z przyjęcia Alicji w Krainie Czarów. Porcelanowa zastawa na stoliku w drobne kwiaty, na środku mały bufet z kwaśną galaretką w cukrze ozdobiony wazonem polnych kwiatów. W imbryku grzeje się herbatka doprawiona bergamotką, gryczanym miodem, pieprzem i kardamonem. Pod imbrykiem tli się maleńki ogień z suszonego igliwia. Dookoła migoczą kolorowe światła, las błyszczy mocą świetlików. Zapach w otwarciu drzewno cytrusowo słodki, z czasem staję się suchy, aromatyczno przyprawowy.


Kubańczyk: Flower Lemon Cola

Już zdejmując korek z samplera poczułem coś charakterystycznego- dla mnie to ChupaChups o smaku Coca- Coli i  ta nuta trwa na mnie tylko parę sekund. Dalej zapach skręca w stronę klasycznych cytrusowych zapachów i robi się delikatnie retro. Znajduję tu Bowling Green (którego z resztą uwielbiam)  z dodatkiem kwiatów i przypraw, które podkręcają cytrusy tworząc kompozycję orientalną. Stawiam, że “jedynka” i “piątka” wyszły spod tych samych rąk. Bez wątpienia jest to zapach uniseksowy o nietuzinkowym charakterze.
Kolor: Jasnobrązowy


Iwonidos: cytrusowa niedziela

Skąd tak nagle kwaśna mina?
Winna temu jest cytryna?
Zatem napij się herbaty,
a tu masz ode mnie kwiaty!
Dam Ci jeszcze, mój aniele
świeże mydło na kąpiele 🙂

Otwarcie cytrusowe, gorzkawe, herbaciane. Czuję liście geranium , które w połączeniu z kwaskowością cytrusów, dają rzeczywiście wrażenie trochę musującego lizaka o smaku Coca-Coli, chociaż lizaki są bardziej słodkie. Cytrusy są tu dość syntetyczne, jednak w towarzystwie herbaty i geranium, całkiem dobrze się bronią. Są trochę cierpkie i niedojrzałe. Myślę, że jest tu bergamotka jeszcze trawa cytrynowa i trochę neroli, jaśminu i nut drzewnych, których nie umiem rozpoznać. Czuję też czarną herbatę na dnie filiżanki , z której napój już dawno został wypity. Po dwóch godzinach wszystko przycicha i skóra pachnie świeżym , lekko cytrusowym mydłem. Zapach dość wyraźnie zmienia swe oblicze w kolejnych fazach. Parametry bardzo dobre.


Mikail: Woda kolońska
Cytrusowa, bardzo orzeźwiająca kompozycja. Zapach przypomina mi trochę Fiero od Xerjoff które bardzo lubię. Czuć tu klasyczny akcent znany z wód kolońskich, ale jednocześnie jest wyróżniony dodatkiem przypraw które powodują skręt w stronę orientu. Z testowanych zapachów jest to najświeższa propozycja.

 

Rennifer_Lopez: Łasuchy nocą

Początek to na mnie ananas z puszki ze słodkawą lawendą, następnie uwędzona cytryna, z tym że jest to cytryna pokrojona w plasterki i zostawiona w cieple na kilka godzin, przez co straciła swoją cierpką zadziorność, jest słodkawo-kwaskowa i taka została poddana wędzeniu. Ta nuta szybko schodzi na dalszy plan (a szkoda, bo fajnie wybrzmiewa), zapach się wysładza. Od tego momentu czuję deser waniliowo-migdałowy z odrobiną esencji rumowej czyli bób tonka. Dokładnie tak pachnie według mnie przekrojona tonka, a nie jak to duszące badziewie z wielu mainstreamowych perfum.  A jeśli nie ma tam tonki, to uprzejmie proszę twórcę o podzielenie się informacją, co tak pachnie w tych perfumach 🙂 Myślę że jest tam jeszcze piżmo. Przyznam że początkowo miałam problem z wyodrębnieniem nut, więc po jednym psiku na dłoń dałam też drugi na wacik. Na nim zapach różni się dość wyraźnie, jest przyjemnie rześki, słodkawy ale nie tak słodki jak na mnie, czuć jakieś zioła (rozmaryn), troszkę goździków oraz iglaki. A teraz może wyjaśnienie tytułu, daję opisom próbek nazwy żeby potem łatwiej przypomnieć sobie zapach przy punktacji. Tutaj przyszło mi coś na myśl gdy na przemian wąchałam dłoń i wacik. Przede wszystkim, jakoś ten zapach kojarzy mi się z nocą, ciepłą, letnią nocą, grupką przyjaciół która obrabowała lodówkę ze słodkości i teraz siedząc w ogrodzie pałaszują to wszystko tak żeby ich nikt nie widział, śmiejąc się i przekomarzając 🙂


Liczi: Minerał – Ametryn

Szóstka to owocowa bomba, letni deser. Fioletowa galaretka wylana na kruchym, lekko słonym cieście a w niej zanurzone, nieobrane cząstki jabłek, gruszki, truskawki, porzeczki, brzoskwinie i rodzynki. Na wierzchu przybrana bitą śmietaną z wanilią. Jest upał a gospodyni zapomniała schować ciasto do chłodziarki. Śmietana dawno straciła kształt, spływa na talerzyk, galaretka leniwie uwalnia owoce a te odsłaniają zdrewniałe pestki i szypułki. Zapach na mojej skórze staje się drzewny, delikatnie sfermentowany. Wanilia towarzyszy mu do końca ale jest bardziej wytrawna. Perfumy optymistyczne, idealne na letnie popołudnie.


Kubańczyk: Poudre fruits
Szóstka to pudrowo-drewniana owocowa bomba, okraszona przyprawami, gdzie owoce swoją świeżość mają już za sobą. Niesamowicie orientalno-słodki mix, którego bałbym się użyć w ciepły dzień. Nie do końca to moje klimaty, zapach mnie  po prostu przytłacza. Jeżeli miałbym go porównać do innego zapachu, to byłoby to Animale- Animale Man. I nie są to identyczne, czy nawet podobne zapachu. To podobny vibe, podobna słodycz, która jest mocno specyficzna. Doceniam kompozycje, bo naprawdę czuć tu bardzo dobrą jakość składników i wierzę, że ten zapach będzie miał dziesiątki zwolenniczek/zwolenników.
Kolor: Pudrowo-brązowy


Iwonidos: pudrowy bal

Zanim wyjdziesz z tym młokosem,
przypudrować racz swój nosek,
włóż skórzane pantofelki,
soku wypij dwie kropelki,
a ognisko tam, w oddali
niech się pali….

Piękne owocowe otwarcie z lekko dymnym tłem. Moim zdaniem jest tu dojrzała śliwka i słodka pomarańcza. Po chwili owoce nieco cichną, dając pole do popisu akordom dymnym i lekko skórzanym. Mam wrażenie, jakby mama wrzuciła do ognia starą aktówkę taty, ale on zdążył ją uratować. Jest jednak nadpalona. Ten akord przydymionej skóry nie jest (na szczęście dla mnie 🙂 ) strasznie mocny i nie dominuje. Na zmianę czuję to owoce, to aktówkę, to znów wszystko zmieszane. Czuje też gardenię. Nie czuję za to wanilii. Zapach w sercu staje się pudrowy, słodkawy, trochę mdlący dla mnie. Do końca perfumy są owocowo pudrowe i gdyby nie ten dymno skórzany akord, powiedziałabym, że to zapach z grupy szyprowo- owocowej. Oj, będzie się podobał niejednej kobiecie 🙂


Mikail: Likier jajeczny
W dzieciństwie jadałem lody o smaku likieru jajecznego. W otwarciu zapachu o numerze 6 wyczuwam ten charakterystyczny, bardzo apetyczny aromat. W sercu wychodzą na pierwszy plan wanilia z tonką oraz delikatne nuty słodkiego alkoholu. Zapach bardzo otulający, przyjemny.

6 Replies to “Testy aromatów konkursowych. Zapachy 4-6”

  1. Jednak trzeba mieć talent, żeby potrafić w ten sposób pisać o perfumach. Odgadywać składniki i powiązać je ze wspomnieniami i sugestiami. Czytając te impresje, mam ochotę powąchać wszystkie opisywane zapachy.

    1. Dzięki, bardzo lubię pisać a zapachy wspaniale działają na wyobraźnię. Obawiam się że co do odgadywania składników, to się dopiero okaże co powypisywałam 🙂 Chciałabym żeby choć część z tego była właściwa, zwłaszcza te, za które dałabym się pokroić 😉

  2. Testuję dziś zapach nr 4, 5 i 6. Juz przy wczorajszych testach pierwszej trójki byłam pewna, że zapachy są zamienione, a przy 4 to już mam pewność 🙂 🙂

  3. Aż tak duże rozbieżności ze spostrzeżeniami innych Testujących? 🙂
    Bardzo czekam na kolejne opisy, wczorajsze były powalające.

  4. Gnębi mnie czy to możliwe że w czwórce był anyż a ja go nie wyczułam? Lubię go a tu już dwie osoby o nim wspomniały. Mikail ma podobne skojarzenie do mojego w piątce, w sumie w czwórce troszkę też.
    Iwonidos, pozazdrościłam Ci tej nadpalonej aktówki taty 🙂 bardzo lubię skórę w perfumach, a już przydymiona to marzenie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.